*** Angielska wersja poniżej – English version below ***
Na początku kwietnia brałam udział w webinarze: “Jak rozmawiać z dziećmi o śmierci” z Richardem Hattink. O tak wielu ważnych rzeczach przypomniała mi ta rozmowa.
O tym, jak mając 13 lat po raz pierwszy spotkałam się ze śmiercią twarzą w twarz kiedy na moich rękach umierał mój pierwszy przyjaciel pies.
O tym, jak wiele nieporozumień mogę stworzyć zakładając, że wiem, co myśli bądź czuje druga osoba. Jaką moc mają moje myśli i wypowiadane słowa.
O tym, jak znamienne jest zadawanie pytań w rozmowie. W rozmowie z dzieckiem szczególnie. Szczególnie o śmierci.
Dziecko i śmierć to słowa, których nie chcę widzieć obok siebie. Nigdy nie chciałam i nie będę chciała. Najchętniej wyrzuciłabym daleko to jedno słowo: śmierć. Dziecko jest jego przeciwieństwem, życie jest śmierci przeciwieństwem, a dziecko jest dla mnie synonimem czystego przejawu życia, miłości. Jak więc mogłabym je pogodzić? Nie mogę. Ale muszę.
Spotkanie z Richardem było dla mnie jak fala klarowności i spokoju. Jednocześnie było brutalnie szczere wprowadzając ten właśnie rodzaj szczerości do obszaru rozmów z dziećmi o śmierci. Richard w sposób bardzo merytoryczny, łagodny i angażujący nas uczestników, przedstawił najważniejsze aspekty tematu naszego webinaru. Przytaczał przykłady, odpowiadał na pytania, pokazywał, w jaki sposób my – dorośli możemy wykorzystywać np. klocki lego, do poruszania się po tym niewymownie trudnym zagadnieniu.

Poczułam wdzięczność za to, że mogłam razem z tatą pochować Szlema – mojego pierwszego psa. Odebraliśmy go z kliniki po narkozie. Choć ślinił się i nie stał jeszcze o własnych siłach, lekarze powiedzieli, że niebawem dojdzie do siebie i możemy go zabrać. W niedługi czas po przywiezieniu go do domu przestał oddychać. Razem z tatą i czteroletnią siostrą pojechaliśmy jak najszybciej do najbliższego lekarza weterynarii, ale było zamknięte. Sztuczne oddychanie, które robiłam Szlemowi w samochodzie, nie pomogło. Po powrocie do kliniki stwierdzili zgon. Pojechaliśmy więc do lasu, pochować go – tam, gdzie wcześniej moi rodzice pochowali świnkę morską. Pamiętam, że kopałam dołek jakąś deseczką, bo nie mieliśmy łopaty. Pamiętam jak pomyślałam, że może jak podniosę mojego psa za ogon, albo wąsy, to nagle się obudzi. Pamiętam jak wracaliśmy autem i zapłakana, usłyszałam słowa mojej młodszej siostry, która powiedziała: “nie płacz, on żyje w tobie” przytaczając bajkę Król Lew.
Tego dnia wszystko działo się bardzo szybko. Nie przypominam sobie żebyśmy w szczególny sposób rozmawiali o tym, co się wydarzyło. Mogłam jednak przeżyć te wszystkie chwile, jedna po drugiej. Patrzyłam, dotykałam, działałam. I choć moja wyobraźnia starała się znaleźć jakieś rozwiązanie – “wybudzenie” mojego psa ciągnięciem go za wąsy – nie miała za dużego pola do popisu ponieważ mogłam zweryfikować jej podpowiedzi. Byłam przy tym, jak duch opuścił ciało mojego przyjaciela i czułam, jak zimne się stało. Miałam możliwość złożyć jego ciało do dziury w ziemi i ją zakopać. I choć nie było to łatwe, tak jak nie do zniesienia potrafią być chwile rozłąki, to chciałam w niej aktywnie uczestniczyć.
Wiele dzieci nie ma okazji by doświadczyć pożegnania bliskiej im osoby, a wówczas wyobraźnia przejmuje kontrolę. Dziecko potrzebuje zapełnić te niedopowiedziane momenty życia. Jak to zaznaczał Richard: potrzebuje patrzeć, dotykać i działać. I między innymi dlatego jednym z wielu arcyważnych zagadnień, które poruszył prowadzący, jest odpowiednia do wieku dziecka, komunikacja. Klarowna i szczera. Przedstawiająca informacje z wiarygodnego źródła.
Nawet nasze “nie wiem” będzie lepsze niż wiele informacji zaczerpniętych z internetu, do którego najprawdopodobniej zwróci się dziecko. Nasze autentyczne “nie wiem” wychodzące z połączenia z drugą osobą niesie przede wszystkim miłość i chęć wspólnego odkrywania tego, co niewygodne.

Richard podkreślał również:
- jak ważne jest pytać i uważnie słuchać odpowiedzi. Bez sugerowania swoich myśli, uczuć, rozwiązań. Dementując te nieprawdziwe wnioski, które dziecko mogło zasięgnąć z wątpliwych źródeł,
- jak nieodpowiednie słowa mogą zaważyć na życiu młodego człowieka. Mówiąc o kremacji lepiej powiedzieć, że ciało zamieni się w proch, niż, że zostanie spalone – dziecku taka odpowiedź może wystarczyć i nie zostanie z myślą, że jego bliska osoba zostanie spalona jak spalone jedzenie na patelni – dzieci odbierają wszystko bardzo dosłownie,
- jak znacząca jest precyzja w opowiadaniu o tym jak np. będzie przebiegał pogrzeb, co na nim się dokładnie wydarzy,
- jak innym doświadczeniem, niż nam się wydaje, może być dla dziecka pogrzeb, gdy aktywnie weźmie w nim udział. Może przygotować zaproszenia, pomóc zasypywać ziemią trumnę – oczywiście po otrzymaniu takiej propozycji i jeśli działanie wypłynie z jego własnej, nieprzymuszonej woli,
- jak nieodzowny w dalszym życiu dziecka jest moment gdy widzi jak zamyka się grób z ciałem jego bliskiej osoby.
Może nam się wydawać, że milczeniem na temat śmierci, która pojawia się blisko dziecka, uchronimy je od strachu, smutku i niepokoju. Tak się może wydarzyć, ale przyniesie to ulgę tylko na chwilę, by później wybrzmieć ze zdwojoną siłą. Zapytaj dziecko jak się czuje, jak sobie radzi. Możesz być zaskoczona/y odpowiedzią.
W trakcie webinaru odpowiadaliśmy na pytania, do których rozważenia również Ciebie zachęcam:
- czym jest śmierć? Po czym poznajesz, że ktoś nie żyje?
- dlaczego / jak umieramy?
- czym jest wieczność? Jak wytłumaczysz dziecku, że ktoś nie żyje i tak już będzie zawsze?
- jak rozmawiając o śmierci z dziećmi bardzo chorymi nie odbierać im nadziei?
- jak różni się sposób rozmowy z dzieckiem, któremu umarł rodzic od rozmowy po stracie przyjaciela?
Dzieci wiedzą więcej niż nam się wydaje. Możemy być fundamentalnym wsparciem dla dziecka przeżywającego żałobę, pytając i słuchając odpowiedzi. Asystując swoją obecnością i podążając za nim i jego pomysłami na radzenie sobie z tą nową sytuacją. Każde dziecko wyznacza inną ścieżkę żałoby, pisze swoją indywidualną historię. Działając mądrze możemy zaoferować mu kilka nowych kolorów do zilustrowania jego życiowej powieści.

Richard Hattink www.kc-tothepoint.com/en
Photos: Richard Hattink
*** Angielska wersja poniżej – English version below ***
At the beginning of April I took part in a webinar: “How to Talk About Death with Children” with Richard Hattink. This conversation reminded me of so many important things.
About how, at the age of 13, I met death face to face for the first time, when my first friend — my dog — was dying in my arms.
About how many misunderstandings I can create by assuming that I know what another person thinks or feels. How much power my thoughts and spoken words carry.
About how meaningful it is to ask questions in a conversation. In a conversation with a child especially. Especially about death.
Child and death are words I do not want to see next to each other. I never wanted to and I never will. Most of all I would throw that one word far away: death. To me, a child represents the opposite of death, life is the opposite of death, and a child for me is a synonym of a pure expression of life, of love. So how could I reconcile them? I can’t. But I must.
The meeting with Richard felt like a wave of clarity and calm. At the same time it was brutally honest, bringing exactly this kind of honesty into the space of conversations with children about death. In a very substantive, gentle and engaging way, involving us as participants, Richard presented the most important aspects of our webinar topic. He shared examples, answered questions, showed how we — adults — can use, for example, LEGO bricks to move through this unspeakably difficult subject.

I felt gratitude that I could bury Szlem — my first dog — together with my dad. We picked him up from the clinic after anesthesia. Even though he was drooling and not yet standing on his own, the doctors said he would soon recover and we could take him home. Not long after bringing him back, he stopped breathing. Together with my dad and my four-year-old sister we drove as fast as possible to the nearest veterinary clinic, but it was closed. The artificial breathing I was doing for Szlem in the car did not help. After returning to the first clinic, they confirmed his death. So we went to the forest to bury him — where earlier my parents had buried a guinea pig. I remember digging a hole with some little plank because we didn’t have a shovel. I remember thinking that maybe if I lifted my dog by his tail, or whiskers, he would suddenly wake up. I remember driving back and, in tears, hearing the words of my younger sister who said: “don’t cry, he lives in you,” quoting The Lion King.
That day everything happened very fast. I don’t recall that we talked in any particular way about what had happened. But I could live through all those moments, one after another. I looked, I touched, I acted. And although my imagination tried to find some solution — “waking up” my dog by pulling his whiskers — it didn’t have much space to operate, because I could verify its suggestions. I was there when the spirit left my friend’s body and I felt how cold it became. I had the chance to place his body into the ground and cover it. And even though it wasn’t easy, just as moments of separation can be unbearable, I wanted to take part in it actively.
Many children don’t have the chance to experience saying goodbye to someone close, and then imagination takes control. A child needs to fill in those unspoken moments of life. As Richard emphasized: they need to look, to touch, and to act. And among many extremely important points he raised was communication adjusted to the child’s age. Clear and honest. Bringing information from a reliable source.
Even our “I don’t know” will be better than many pieces of information taken from the internet, which the child will most likely turn to. Our authentic “I don’t know,” coming from connection with another person, carries above all love and a willingness to explore together what is uncomfortable.

Richard also emphasized:
- how important it is to ask and to listen carefully to the answers. Without suggesting our own thoughts, feelings, solutions. While correcting those untrue conclusions a child may have taken from questionable sources,
- how inappropriate words can weigh on a young person’s life. When speaking about cremation, it is better to say that the body will turn into ashes rather than that it will be burned — such an answer may be enough for a child and they won’t be left with the image that their loved one will be burned like food in a pan — children take everything very literally,
- how significant precision is when explaining how, for example, a funeral will proceed, what will happen there,
- how a funeral can be a completely different experience than we imagine for a child, when they actively take part in it. They may prepare invitations, help cover the coffin with soil — of course after being offered such a possibility and if the action comes from their own, unforced will,
- how indispensable for the child’s further life is the moment when they see the grave being closed with the body of their loved one inside.
It may seem to us that by remaining silent about death that appears close to a child, we will protect them from fear, sadness, and anxiety. This may work — but only for a moment, later returning with doubled force. Ask the child how they feel, how they are coping. You may be surprised by the answer.
During the webinar we responded to questions which I also invite you to reflect on:
- what is death? How do you recognize that someone is no longer alive?
- why do we die?
- what is eternity? How will you explain to a child that someone is not alive and that it will stay this way forever?
- how, when talking about death with very ill children, not to take away their hope?
- how does the way of speaking differ when a child has lost a parent compared to the loss of a friend?
Children know more than we think. We can be a fundamental support for a child going through grief — by asking and listening to their answers. By accompanying with our presence and following them and their ideas for coping with this new situation. Each child marks a different path of grief, writes their own individual story. Acting wisely, we can offer them a few new colors to illustrate their life novel.

Richard Hattink www.kc-tothepoint.com/en
Photos: Richard Hattink



